Uśmiechnął się. - Ten sok jabłkowy, jaki jej dałaś, był chyba wzmocniony alkoholem

Przygryzła dolną wargę i - by ukryć rozczarowanie -spojrzała w dół, na Erikę.
- Zatrute jedzenie, połamane płoty, przecięte linie telefoniczne,
Dwa razy tyle co tu? - myślała Alli. Westchnęła głośno. Jako asystentka
- Tak, ale...
- No to czas odpocząć. - Znów się uśmiechnął. -1 śpij spokojnie. Wszystko mam pod kontrolą, a w razie czego wiem, gdzie cię szukać.
to miała w zwyczaju, ale dziewczynka odwiesiła niebieską sukienkę
Oszołomiony, zbity z tropu patrzył, jak drzwi pokoju dziecinnego zamykają się
- Jeśli idzie o mnie, to doradzanie ci przy kupnie samochodu sprawi mi
w chwili, gdy wcale się tego nie spodziewał...
jej o wszystkim. Gemma Tyler potrafiła słuchać. Wiedziała,
jej powiedzieć, żeby włożyła dżinsy. Wtedy być może
- Wiem, Ŝe po tym, co powiedziałem, nie mam prawa o nic cię prosić -
nikim się wiązać, a juŜ na pewno nie z własną pracownicą.
Początkowo usiłował stłumić to uczucie. Z nic na świecie nie chciał przysporzyć Clemency zmartwień, nie mógł więc prosić ją o rękę w sytuacji, kiedy zamierzał sprzedać dom i nie był pewien swojej przyszłości. Potem do jego serca wkradła się zazdrość. Rozsądek podpowiadał, że dziewczyna jest niewinna i nie zabiega bynajmniej o względy Marka, mimo to rósł w nim niepokój, umiejętnie podsycany przez Orianę.

zazwyczaj. Przed południem Scott przyjął ośmiu pacjentów,

do odrzucenia. I w tym tkwił cały problem. Nie do odrzucenia. Przez dwa lata trzymała
swoją bratanicą.
Spojrzenia ich się spotkały.

Odgoniła od siebie natrętne myśli i wciągnęła głęboko rześkie, nocne powietrze. Musiała się trzymać. Była przecież twarda. Spędzała całe dnie w restauracji nie tylko

z nim. Tak samo zresztą jak pierwszego dnia, kiedy tu
Arabellę tak bardzo zaskoczył ten nagły atak, że nie potrafiła wykrztusić ani słowa. Jeszcze nikt nie mówił do niej w taki sposób, a już na pewno nie guwernantka. Miesiąc temu może obraziłaby się lub okazała złość, ale od tego czasu zdążyła dorosnąć. Zamiast tego pocałowała Clemency w policzek i rzekła:
- Widział pan wschód słońca?

- Policja!

coś zaczęło się dziać w tym pokoju, jakby wypełniało go napięcie, jakie oni oboje
- Chyba nie zdajesz sobie sprawy, o co mnie prosisz -rzekł, całując ją w
- Tego dnia... tego dnia, kiedy twoja matka zażądała wyrzucenia mnie ze szkoły, ja załamałam się także. Powiedziała mi, że wstawi się za mną u siostry Marguerity, jeżeli powiem jej wszystko, co wiem o tobie i o Santosie. Byłam przekonana, że ona wie, że ty i Santos jesteście kochankami. Ja także bardzo się bałam. Bałam się, że stracę stypendium. Bałam się twojej matki, swojego ojca...